Walutowe kredyty mieszkaniowe niektórych banków mają wartość ok. 80 proc. ich portfela

Zgodnie z projektem nowelizacji rekomendacji S kredyty mieszkaniowe banku udzielone w walutach obcych nie będą mogły przekroczyć 50 proc. wartości portfela. Ma to zabezpieczyć strony transakcji (bank oraz pożyczkobiorcę) i całą gospodarkę przed negatywnymi skutkami wahań kursowych.

Ekonomiści twierdzą, że zaciąganie kredytów w walucie innej niż ta, w jakiej otrzymuje się wynagrodzenie (albo osiąga inne stałe dochody), jest ryzykowne i niebezpieczne. Zmiany kursów mogą pociągnąć za sobą duże wahania wysokości comiesięcznych rat. W przypadku negatywnego trendu kredytobiorca jest skazany na płacenie wyższych sum przez nawet kilka lat.

Taką sytuacją obserwujemy obecnie. Przed dwoma laty kurs dolara spadł poniżej historycznego progu 2 zł. Niewiele więcej wart był frank szwajcarski. To zachęciło ludzi do realizacji życiowych planów, czyli zakupu mieszkania, wybudowania domu.

Jednak chwilę później nastąpiło załamanie gospodarcze. Wszelkie indeksy giełdowe zanurkowały. Wiele firm i instytucji utraciło płynność finansową. Zaczęły się zwolnienia, czyli dochody ludności zmalały. Wielu klientów przestało spłacać raty, ponieważ nie miało na to środków.

Same banki ograniczyły kredyty mieszkaniowe. Niektóre z nich wycofały z oferty kredyty w walutach obcych. To właśnie skłoniło KNF do opracowania zmian w prawie bankowym, a ich konsekwencją jest rekomendacja S (II).